Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
62 posty 665 komentarzy

Przekonaj się

via vitae - Sol vitae - sapientia. Sal vitae - amicitia. Panis vitae - temperantia. Vita vitae - conscientia.

Babcia Józia piecze makowiec

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gospodynię na plebanii większości kojarzy albo z Michałową z serialu "Ranczo", albo z Natalią z "Ojca Mateusza". Jakie w rzeczywistości są panie, które gotują dla księży?

 

   Babcia Józia z serialu "Plebania" to dla wielu osób uosobienie prawdziwej gospodyni księdza. Pilnuje postu, gotuje domowo, a przy okazji doradza duchownym w najważniejszych, często niezwiązanych z gotowaniem sprawach. Łukasz Modelski, autor książki "Kuchnia na plebanii", opowiedział nam o tym, jakie kucharki poznał na polskich plebaniach. Najstarsza z nich miała 102 lata, najmłodsza 40, a wszystkie łączy dbanie o pełne brzuchy księży w dzień powszedni i od święta.

                       

Gospodynię na plebanii większości kojarzy albo z Michałową z serialu "Ranczo", albo z Natalią z "Ojca Mateusza". Jakie w rzeczywistości są panie, które gotują dla księży? Czy to zawsze charakterne kobiety, które rządzą na plebanii?

-Jeszcze kilkanaście lat temu na plebaniach pracowały w większości stanowcze, powiedziałbym rządzące panie. Niedawno umarła 102-letnia bohaterka książki, która przez lata rozdawała karty na swojej plebanii. Nie miała skrupułów wyrazić swój sprzeciw wobec spraw często niezwiązanych z kuchnią czy bezpośrednio nakrzyczeć na księdza. W kwestii samego jadłospisu księża twierdzili, że jedzą to, co zostanie im podane. Kucharki z kolei opowiadały, że starają się wpisać w gust księży z każdym daniem. Gdzie leży prawda, trudno powiedzieć. Zdarzyło się, że niektóre moje rozmówczynie proponowały nieco bardziej wyszukane propozycje, ale księża zdecydowanie woleli domowe obiadki, które pamiętali z dzieciństwa. To zrozumiałe, bo większość księży to ludzie ze wsi, lubiący proste potrawy bez zbędnych fajerwerków. Warto dodać, że kiedyś kulinarna erudycja samych księży była większa. Mieli wiedzę o wykwintnych potrawach i świadomość, jak ważna jest jakość produktów w kuchni. Współcześnie można natomiast zauważyć trend dietetyczny. Kilka gospodyń wyjaśniło mi, że księża coraz częściej chcą zachować zasady zdrowego gotowania, a nawet z uwagą liczyć kalorie podawanych potraw. W praktyce schabowego smażonego na smalcu i zabielane zupy zamieniono na propozycje bez śmietany i pieczone.

Trudno więc nie zapytać, czy księża jadają inaczej niż statystyczny Kowalski bez święceń kapłańskich.

-Z pewnością księża zachowują post i moje rozmówczynie zgodnie to podkreślały. Obowiązkowo poszczą we wszystkie piątki, w trakcie adwentu, w Wigilię, a podczas wielkiego postu niektórzy także w środy. Menu na plebanii jest dostosowane również pod przyjęcia. Można wyróżnić dwa typy takich spotkań przy stole. Pierwszy to wizytacja biskupa lub bierzmowanie, drugi - odwiedziny kolegów z roku z seminarium duchownego. To tradycja obowiązująca na każdej plebanii. Uważnie pytałem o menu każdego z tych przyjęć i jak się okazało, to były bardzo konserwatywne propozycje. Nie ma mowy o żadnym przyjęciu z przystawkami typu finger food i standing party. Wszyscy goście muszą zasiąść do stołu, na którym po kolei pojawiają się przystawki, zupy, dania główne, desery, kawa i nalewka. Niektóre z gospodyń wspominały nawet, że chciały zaproponować inną formę spotkań, ale przyzwyczajenia księży wygrały.

 

                                    

A czy młodsi księża także przejmują te zwyczaje pełnych, okazjonalnych obiadów?

-Myślę, że tak. Obecna sytuacja powołań w Polsce dotyczy prawie wyłącznie chłopskich synów. Mówię oczywiście o księżach diecezjalnych, bo z zakonami jest nieco inaczej. Dlatego księżmi na parafii zostają zazwyczaj mężczyźni ze wsi. Można domyślić się, że w ich domach nie było wielkomiejskich fanaberii i przyjęć z przystawkami.

Gospodyni proboszcza – rodzinny zawód. Czy często młodsze panie przejmują to zajęcie od swoich matek i babć?

-Warto podkreślić, że kiedyś gospodyniami na plebanii były w większości panny. Bardzo często kończyły – jeszcze przed wojną – specjalne szkoły dla gospodyń. Myślę, że odsetek mężatek w tamtych czasach był naprawdę niski. To raczej sytuacja znana od lat 60. Na niektórych plebaniach pracują małżeństwa - przykładowo mąż jest organistą, a żona kucharką. Wśród moich rozmówczyń były dwie sytuacje, kiedy fach przeszedł z matki na córkę. W praktyce wyglądało to tak, że mama przechodziła na emeryturę i szukano jej godnej zastępczyni. Naturalne było, że pierwszą kandydatką okazywała się córka. Oryginalnie jednak zajęcie to nie przechodziło z pokolenia na pokolenie, a dziś związane jest to po prostu ze zwolnieniem miejsca pracy.

Czy gospodynie, tak jak księża, mogą być zmuszone do zmiany parafii po pewnym czasie "służby"?

-Nie słyszałem o takiej sytuacji, ale to raczej gospodynie trzymają się plebanii, a ewentualnie pojawiają się nowi duchowni. Oczywiście spotkałem się z wieloletnimi przyjaźniami na plebaniach i w takiej sytuacji przenosiny po 20 latach mogą być trudne. Same przenosiny, pomijając kary kościelne czy szykany, zazwyczaj odbywają się w obrębie diecezji, więc ksiądz bez problemu może odwiedzać dawną plebanię.

Czy udało ci się dotrzeć do informacji, ile zarabia dobra gospodyni na plebanii?

-Ta kwestia nie była moim obiektem zainteresowania. Wiem, że są trzy rodzaje zatrudnienia. Pierwszy rodzaj to zatrudnienie – przez księdza lub plebanię – na konkretny rodzaj umowy. Drugi rodzaj zatrudnienia jest "na czarno", a trzeci to wolontariat. I muszę powiedzieć, że większość sytuacji, o których słyszałem, to woluntarystyczne zajęcie w ramach "co łaska".

                           

 

Jakie regionalne specjały, których niestety jest niewiele, najbardziej zapadły ci w pamięć?

Regionalna kuchnia czeka na swój renesans. Obecni, mówiąc kolokwialnie, jest kompletnie zaorana. Dotyczy to zarówno zwykłych domów, jak i plebanii. Regionami, w których najłatwiej wychwycić charakterystyczne kuchnie, są Podlasie i cała ściana wschodnia. Tam dowiedziałem się o popierduchach, czyli rodzaju pierogów z kapustą, o sójkach (oryginalnie z Mazowsza), o parzybrodzie, czyli zupie wzbogaconej zasmażaną kapustą. Z kolei na Pomorzu, a konkretniej Kujawach, też zdarzało mi się słyszeć o niektórych daniach po raz pierwszy. Przykładem jest zagraj, czyli taka potrawa niedoboru. To zupa z wywaru ziemniaczanego z zacierkami. Ale 95 proc. to dania ogólnopolskie. Jedna rzecz natomiast mnie ujęła pod kątem regionów - na Podhalu, gdzie ta kuchnia jest naprawdę prosta. Przywożone są warzywa z ogródka, inna pani poleca mleko i wyroby mleczne. To nadal taki region, w którym ludzie przynoszą jedzenie w darach.

A co musi pojawić się na stole w trakcie np. wizyty biskupa?

Jedna rzecz wydaje mi się stała - dziczyzna. Mięso to miało uświetniać i nadawać rangę uroczystemu posiłkowi. W książce opisuję pewną zabawną sytuację jednej z bohaterek. Mianowicie na stół należało podać coś upolowanego, a akurat takiego produktu nie było w spiżarni. Podjęto decyzję, że zamiast sarny na stole pojawi się specjalnie przystrojona jagnięcina.

Kuchnia na plebanii po wojnie, ta w latach 70. i po 2000 roku – co je różni?

Wydaje mi się, że gotowanie na plebanii było ogólnie wypadkową tego, jak się gotowało w Polsce. Ponadto do lat 80. istniał zwyczaj obdarowywania księży i przynoszenia im jedzenia, a dziś tego nie ma. Za czasów gospodarki niedoboru i gospodyni w domu, i ta na plebanii musiały kombinować. Dziś, gdy większość kupuje w dyskontach, do plebanii też trafiają produkty z takich sklepów. Plebania jest więc odbiciem kulinarnej sytuacji z polskich domów.

Jak wyposażone są kuchnie na plebanii – czy każda to pomieszczenie z piecem kaflowym, czy są coraz bardziej nowoczesne?

Byłem zaskoczony, jak normalnie to wygląda. Kuchnie są bardzo prosto wyposażone i w kilku miejscach naprawdę mnie to ujęło. Dlatego dopytywałem, czy z takim skromnym sprzętem gospodynie dają sobie radę. W jednej z gdańskich plebanii, gdzie mieszkało siedmiu księży, kuchnia była o wymiarach mniej więcej 6 na 1,5 metra. Gospodyni miała jedną lodówkę, krajalnicę do chleba, jedną kuchenkę i dwa piekarniki. Przestrzeń naprawdę była niewielka i praktycznie nie było miejsca do przygotowywania produktów, czyli takiego typowego mise en place. Ta wyraźna skromność to cecha łącząca wszystkie kuchnie. Nie znajdziemy w nich żadnych termomiksów, choć blendery się zdarzają.

Wychodzi na to, że do karmienia księży, czy ogólnie innych, trzeba mieć wyjątkowy talent. Nie tylko w kwestii łączenia smaków, ale i odnalezienia się w kuchni.

To zdecydowanie prawda. Ciekawe jest to, że podczas przygotowywania książki spotkałem kobiety, które ostatecznie nie znalazły się w publikacji, bo zwyczajnie były za słabe. Nie spodziewałem się, że kucharki, które dziś mają ok. sześćdziesiątki, są skażone gotowcami, czyli wszelkimi półproduktami, rosołem z kostki, proszkami itp. Liczba opowieści, jak "na skróty" przygotowują niektóre dania, była naprawdę zadziwiająca. I to ewidentnie kwestia tego pokolenia.

 

Które potrawy pojawiają się w każdej kuchni na plebanii? Możemy mówić o pewnym kanonie dań?

Zdecydowanie rosół i ująłem go w kilku wersjach. Największe wrażenie zrobiło na mnie przygotowanie zupy. W zależności od gospodyni na różnych etapach można zauważyć inne podejście. Od tego, ile razy gotować mięso, do proporcji włoszczyzny do innych składników. Również dodatki były inne - część pań podaje rosół z makaronem, inne z kaszką krakowską czy kaszą manną. To bardzo ciekawe i muszę powiedzieć, że choć to z jednej strony niuanse, to różnice w smaku są ogromne. Wśród słodkości z kolei dominują bardzo konserwatywne ciasta lub ewentualnie owoce z kremem. Można wyróżnić takie cztery najpopularniejsze wypieki - piernik, makowiec, sernik i ciasto drożdżowe. Każde z nich ma kilka receptur, zwłaszcza sernik i makowiec. Z alkoholowych produktów spotkałem się głównie z nalewkami, ale zaciekawił mnie egzotyczny przepis na trunek na cukierkach raczkach.

W jakim kierunku twoim zdaniem będzie więc podążała kuchnia na plebanii - może pojawi się catering?

To bardzo ciekawe, ale myślę, że księża będą gotować sobie samodzielnie. Kucharka na plebanii to jest ginąca instytucja. W trakcie zbierania materiałów dzwoniłem do wielu kurii i plebanii i często słyszałem od księży, że nigdy nie mieli kucharki. Dodawali, że to domena bogatszych księży, których stać na zatrudnienie gospodyni. Bywa wręcz, że proboszczów z mniejszych miejscowości nie stać na zakup produktów do przygotowania sensownego obiadu. Moim zdaniem instytucja plebanii nie przetrwa niestety dekady.

 

                      

 

//magazyn.wp.pl/artykul/pracuja-za-co-laska-ksieza-powierzaja-im-nie-tylko-kuchnie

 

KOMENTARZE

  • Witaj
    O księżej gospodyni jest "Klątwa" Wyspiańskiego. Może stąd obecne protesty przeciwko wystawianiu tej sztuki?

    Pozdrawiam
  • @roux 08:51:21
    Znam temat, że tak powiem, „od zakrystii” :)

    Pzdr.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • SPOŁECZEŃSTWO

    Upodlić ofiarę

    Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że pedofilia w kościele, to norma. Ale nikt przyzwoity nigdy nie będzie bronił czy choćby wybielał tego procederu! A jak nazwać tych, którzy urągają ofiarom? czytaj więcej

  • MEDYCYNA

    Powrót do racjonalności?

    W tej chwili wahadło opinii wychyliło się w stronę legend i alternatywnego świata, powtórne nadejście racjonalizmu przewiduję za jakieś 200-300 lat.(Nitor) czytaj więcej

  • RELIGIE

    Odpływ

    „Wtedy usłyszałem inny głos z nieba: „Mój ludu, wyjdźcie z niej, żebyście nie mieli udziału w jej grzechach i żeby nie spadły na was plagi, które ją spotkają. Bo jej grzechy narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jej niesprawiedliwe czyny” czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 260 komentarze: 5256